ad00absurdum: (Default)
Dzisiaj na warsztat degustatorski trafiła herbata mleczny ulung. Sam bym pewnie po nią nie sięgnął bo na ulungach to się akurat znam słabo (czytaj: wcale). Ale że były Święta, to postanowiliśmy z [personal profile] filigranka wymienić się paczkami i zostałem zasypany herbacianymi różnościami :) ♥

Mleczny ulung (zw. też oolong, ulong, oolung etc.) wygląda tak:



Najpierw musiałem poszukać w necie tego, jak się w ogóle obchodzić z tą herbatą. Okazuje się, że ten konkretny ulung można potraktować jak czarne herbaty: parzenie w ok. 96 st. C przez 3 min. (pierwsze parzenie).

Zanim jednak w ogóle dojdzie do parzenia, zapach jaki po otworzeniu torebki wydziela ta herbata prawie zwala z nóg. Jest bardzo mocny i mi np. przypomina czekoladki z nadzieniem brandy - trochę jakby alkoholowy, ale jednocześnie śmietankowy i słodki. Bardzo przyjemny.

Jak już się herbatę zaparzy, to kolor naparu jest bardzo jasny, zapach znacznie delikatniejszy niż suchej herbaty, ale dalej z wyczuwalną nutą słodko-mleczną. W smaku jest to herbata również bardzo delikatna - smak herbaciany, śmietankowy plus, co ciekawe, owocowy posmak.

Drugie parzenie również 96 st. C i też 3 min. - smak nie zmienił się znacząco. I tu może mała uwaga odnośnie tego ile i w czym parzyć. Ja sypnąłem łyżeczkę na małą szklankę (ok. 150 - 200 ml) od razu do szklanki beż żadnych sitek itp. i okazało się, że jednak dobrze bo liście są ciasno zwinięte i przy zaparzaniu rozwijają się tak, że praktycznie wypełniły więcej niż połowę tej szklanki. Najlepiej więc dać im dużo miejsca.

Trzecie i czwarte parzenie (odpowienio 96 st. C i 4 min. oraz 96 st. c i 5 min.) - smak w zasadzie taki sam. Może trochę mniej mlecznego, a bardziej herbaciany. Czwarte parzenie było ostatnim, ale pewnie można by zaparzyć jeszcze chociaż raz - herbatka bardzo wydajna, jk widać, o ciekawym, delikatnym smaku. Polecam.
ad00absurdum: (Default)
English version will follow in a few days.


Tak jak obiecałem, dzisiaj pierwsze sprawozdanie z herbacianych degustacji. Po pierwsze, sklep Czajnikowy okazał się bardzo porządny. Zamówienie składane było w niedzielę, przesyłka dotarła w piątek - czas niezły jak na polskie warunki. Trochę przeszkadza w sklepie brak możliwości płacenia kartą, ale poza tym jest OK.

Herbaty zapakowane profesjonalnie - w mocne, papierowe torebki wyściełane folią i ze szczelnym zamknięciem (nie wiem jak się to nazywa - takie plastikowe zamknięcie w kształcie linii na całej długości). Zamówiłem dwie herbaty i dodatkowo dostałem gratis próbkę trzeciej w związku z czym Czajnikowy dostaje na dzień dobry ocenę 10/10 :)

Co do meritum, czyli samej herbaty. Na początek poszła Kokeicha.



Opis z E-herbata bo zanim się zabrałem do tego posta to w Czajnikowym już tej herbaty nie było tudzież nie było opisu.
Kokeicha to zielona herbata japońska. Nie jest to typowy susz herbaciany, nie są to też listki ani pąki. Jest to sproszkowana herbata sporządzana z liści ścieranych na proszek, mieszanych z wodą i sproszkowanym ryżem, a następnie przeciskanych przez specjalne formy, suszonych i w końcu ciętych na kształt sosnowych igiełek. Należy więc do rodziny herbat "prasowanych".

Kokeichę zaparzać najlepiej wodą o temperaturze 80-85 stopni bo przy chłodniejszej napar nie wychodzi zbyt aromatyczny. Sypiemy łyżeczkę na standardową filiżankę. Ja normalnie używam kubka ok. 0.3 litra więc trzeba było trochę poeksperymentować z ilością. Jak ktoś też pije z takiego, to należy wsypać kopiastą łyżeczkę i jeszcze pół.
Zaparzamy ok. 2-3 min.

Ponieważ igiełki tej herbaty się rozpuszczają, napar jest mętny, a nie czysty jak przy zwykłych liściach, ale o przyjemnym zielonym kolorze. Zapach standardowy dla herbat zielonych czyli trochę rybny. Kokeichę można zaparzać kilkukrotnie, podobno aż do całkowitego rozpuszczenia się igiełek. Ja nie mam tyle cierpliwości więc zaparzyłem tylko trzy razy. Po tych trzech razach nie widać było żeby herbaty w jakiś znaczący sposób ubyło.

Przy pierwszym parzeniu smak, nazwijmy to, herbaciany jest najbardziej wyczuwalny. Jest on dosyć wyrazisty, ale przyjemny. Drugie parzenie (3 min.) wydobywa na dodatek smak ryżowy - bardzo ciekawe połączenie. Przy trzecim parzeniu (4 min.) smak nie zmienia się znacząco: ryżowego jest trochę mniej, ale dochodzi smak lekko słodkawy, może odrobinę ziołowy. Sam napar po tym parzeniu jest bardziej przejrzysty od poprzednich i ma nieco jaśniejszy kolor.

Ciekawa rzecz: jak się zaleje tę herbatę, to igiełki nie unoszą się tylko zostają na dnie np. sitka. Pożyteczna sprawa bo przy drugim albo trzecim parzeniu można herbatę wrzucić bezpośrednio do kubka i zostawić aż się wypije. Nie polecam tego z pierwszym parzeniem bo napar wyjdzie cierpki i ostry.

Ogólnie - warto spróbować.
ad00absurdum: (tumblr - joy)
Patrzcie co znalazłem: sklep online z herbatami :D And it is totally awesome i chcę wszystko z tego sklepu.



Nazywają się Czajnikowy, a sklep, który jest tylko częścią strony (bo jest jeszcze forum i filmiki i różne fanjne rzeczy) jest tu: http://sklep.czajnikowy.pl/. Ceny są przystępne, można sobie nawet pozwolić na większe zakupy (co się chyba w sumie opłaca bardziej niż mniejsze bo za wysyłkę płaci się 15 zł), a asortyment jest suuuper - mają nawet miodokrzew, którego od jkiegoś czasu chciałem spróbować. I mają jeszcze czarki, czajniki, bombile itd itp. Na razie bez szaleństw, zamówiłem dwie zielone herbaty, jak przyjdą to zobaczymy jak się sklep sprawił tudzież jak rzeczone herbaty smakują. Relacje być może nawet będą zdawane na bieżąco.

Oraz a propos niczego, ale za to zabawnie: kręcenie sową (podobno to na tyle sławne, że nawet w telewizji pokazali. Ja jak zwykle o niczym pojęcia nie mam).

ad00absurdum: (Default)
This is ridiculous. Yesterday I went to buy a few things in a supermarket (and none of them was tea). I passed a rack with groceries that were half-priced for one day only and I saw black tea: cherry and almond flavoured. And I bought it despite the fact I've got what amounts to at least six-months supply of tea at home *facepalm*. I think it's actually worse that my inability to walk past a music shop without buying something. Yeah, it's definitely worse because sometimes I just don't have enough money for music, but for tea - always.

So, let's see what I've actually got.

Black tea:
- Darjeeling
- Yata Watte
- Earl Grey
- cherry and almond flavoured
- Arabian mint tea and honey
- toffee and banana flavoured
- Indian chai masala (black tea with spices)
- French rose and vanilla flavoured

Green tea:
- plain, pressed into cubes
- with lemongrass
- with roasted rice
- Indonesian sencha
- with raspberry
- lemon and honey flavoured
- Japanese hana sencha
- with quince and pomegranate

There's also a packet of white tea (with lychee and ginger), yerba mate (with cranberries and pomegranate), plain yerba mate and Korean ginseng tea. Yep, I think that's all.

Too much? Naah, you can never have too much tea.

Profile

ad00absurdum: (Default)
Ad Absurdum

.

Syndicate

RSS Atom

May 2017

S M T W T F S
 123456
78910111213
14151617181920
212223 24252627
28293031   

Tags

Style Credit

Page generated Sep. 22nd, 2017 05:14 pm
Powered by Dreamwidth Studios